oszczędzanie · planowanie

Okazje, promocje, wyprzedaże ile można zaoszczędzić, a ile stracić

Wszystkim nam marzy się redukcja kosztów. Pierwsza myślą jaka przychodzi do głowy, gdy zastanawiamy się jak obciąć co nie co z codziennych wydatków, to oczywiście korzystanie z promocji i wyprzedaży. Bo przecież ,,to się opłaca” ! Zwłaszcza teraz w najbardziej atrakcyjną zakupowo część roku. Wyprzedaże wchodzą w coraz bardziej agresywną fazę. Kto nie czeka z wypiekami na policzkach pogłębienia przeceny w Zarze? no kto?!
Niskie ceny i krzykliwe oznaczenia wręcz nie dają przejść obok, bez choćby malutkiego rzutu oka. I po tych kilku lub kilkunastu ,,rzutach” wracamy z Centrum Handlowego obładowani jak juczne wielbłądy. Bogatsi w 6 nowych swetrów, 2 czapki, 3 pary szpilek, no bo trzecia była za free i słodki świecznik z Mikołajem bo kosztował grosze a za rok będzie jak znalazł. Tylko zaraz zaraz to policzmy teraz ile to oszczędziłam?

Po takiej wyprawie dobrze sobie zrobić moje zakupowe wyzwanie żeby sobie sprawdzić ile nas to kosztowało naprawdę.
Ale emocje opadną i zaglądniemy do szafy, a to nagle okazuje się, że nie bardzo jest gdzie te swetry upchać, bo jeszcze 3 leżą z metką z poprzedniej wyprzedaży. A szpilki noszę od wielkiego dzwonu, który odkąd zaszłam w ciążę jakoś nie zabił jeszcze…
I gdzie ta oszczędność? Jak to mówią w reklamie ,,ile z tego pójdzie na konto”? Spokojnie, czytaj dalej, a zdradzę Ci mój sekret na rozsądne wykorzystanie tych ofert.

No dobra ale szał wyprzedaży to jedno, a codzienne promki w Bierze to drugie prawda? To się już na pewno musi opłacać! Kalkuluje się pod warunkiem, że wiesz ile co kosztuje bez promocji. A wiesz?
Kiedy zaczynałam moją przygodę z budżetowaniem, kontrolą wydatków i bycia świadomym konsumentem, miałam jeszcze sporo wolnego czasu i zapału, więc zrobiłam mały research. Wypisałam sobie taką master listę wszystkich produktów spożywczych i przemysłowych, które zawsze mamy w domu. Po czym pobawiłam się w spożywkowego szpiega spisując i porównując ceny w Biedronce, Lidlu i Tesco, czyli sklepach, w których najczęściej kupuje. Wszystko przeniosłam do zgrabnej tabelki i oto moim oczom ukazała się cała prawda.
Generalnie w tamtym okresie (2017r) najtańsza okazała się Biedronka i Tesco. Lidl nieco tylko droższy. Do tego odkryłam oburzającą prawdę, że cena kajzerek w Lidlu, niby taka sama jak w Bierze, ale za to są mniejsze! Wiem, wiem szokujące i otwierające oczy hihi. Ale najważniejsze czego się przy okazji dowiedziałam, to co ile kosztuje i że zdecydowanie lepiej patrzeć na ceny za 1kg czy 100ml, które są obowiązkowo umieszczane przy produktach. Wtedy wiesz czy naprawdę to promocja czy może tańszy olej oznacza 0.9l.

Ale co z tymi promocjami? Warto kupować na zapas? Kumulować w spiżarce na czarną godzinę kaszę bulgur i masło jak wskakują do gazetki?
Z promocjami jest tak, że wchodzą we miarę określonych odstępach czasowych. Na produkty, które ja kupuję, generalnie co miesiąc jest jakaś oferta, więc nie ma sensu blokować pieniędzy. Są też artykuły na które nie ma nigdy przeceny.
Na początku mojej drogi ,,mam to pod kontrolą” starałam się korzystać z okazji. dziś kupić to tu, jutro lecieć z rana tam bo będzie wyprzedaż na coś innego. Szybko jednak zorientowałam się, że trochę mi szkoda czasu na polowanie i spędzanie dnia w marketach, po to tylko, żeby oszczędzić 20gr. Po drugie jakoś nie udało mi się nigdy wrócić z łowów tylko z tym, po co poszłam. Po trzecie, kupowałam na zapas kup 2 będzie taniej, produkty, których nie mogłam potem zużyć. W rezultacie wydawałam więcej niż bez promocyjnego wyścigu i marnowałam sporo jedzenia.
Prawdziwą redukcję kosztów zauważyłam dopiero po zmianie systemu planowania i robienia zakupów. Ale to temat na kolejny wpis.

Dobra , ale już nie demonizujmy tak tych sklepów i speców od marketingu. Jeśli kupujemy świadomie i to co naprawdę potrzebujemy, to zdecydowanie promocje są korzystną opcją. To co się u mnie sprawdza, to na pewno planowanie większych wydatków i robienie listy zakupów opartej na faktycznych potrzebach. Czyli, wiem, że jest okres wyprzedaży, więc ogarniam mniej więcej szafy i sprawdzam co koniecznie musze uzupełnić, co wymaga już wymiany i warto się rozejrzeć, jakby była fajna opcja. Przy okazji wyłapuje też rzeczy, których jakoś nie lubię nosić, lub mają jeszcze metki (choć to mi się już nie zdarza na szczęście, ale początki były trudne). To taki trochę zimny prysznic dla świadomości, który pomaga zdecydowanie podejmować troszkę lepsze decyzje już w sklepie. To co potrzebuje, ląduje na miesięcznej liście zakupów i czeka na świetna okazję. Mając w głowie mniej więcej zarys potrzeb, też można lepiej wykorzystać wyprzedażowe ceny. Bo wiesz choćby, w której górze ciuchów zacząć grzebać najpierw.

Duże zakupy jak np. teraz mamy w planie łózko dla Aryanka, albo ostatnio suszarkę bębnową, też umieszczam na liście i sprawdzam ceny. Z suszarką koniecznie chciałam wykorzystać Black Friday, cieszyłam się że zrobiłam taki dobry biznes, a okazało się potem, że to jest stała cena i po czarnym piątku została taka sama. Dlatego warto sprawdzić u różnych sprzedawców, żeby właśnie nie było niesmaku jak po tych kajzerkach z Lidla.

A teraz kilka promocji, z których zawsze korzystam.

  • 3 za 2 w Tchibo – cena jest wtedy bezkonkurencyjna, a akurat lubimy tą kawę. Rabat jest dostępny co miesiąc w okolicach 10.
  • promocja pieluch w Rossmann plus rabat na kartę Rosnę. Nigdy nie kupuję tam Pampersów w regularnej cenie, bo któreś rozmiary paczek są zawsze w ofercie. Ja kupuję wtedy zapas na miesiąc i czekam na kolejną promkę. Po doliczeniu maksymalnego rabatu Rosnę 10% wychodzą mi praktycznie w cenie dyskontowych.
  • szampony, żele, farby odżywki w Rossmann, ale zawsze najpierw sprawdzam cenę za 100ml i porównuje w aplikacji Tesco (jak taka sama to zamawiam tam bo nie muszę dźwigać).
  • oferta 3 za 2 na książeczki dziecięce w Empik (mam wrażenie, że jest 2 razy do roku, ale to tylko wrażenie)
  • promocja 2+2 w Rossmann, ale tylko jeśli dotyczy produktów, które zazwyczaj używam. Biorę wtedy różne opcje zapachowe np. balsamu, czy żelu bo promocja na nie działa. Nigdy nie kupuję ,,na siłę” bo 2 za free. Jeśli czegoś nie zużyje to będzie żadna oszczędność.

Te za to ,,świetne okazje” omijam szerokim łukiem lub mocno sprawdzam, czy to jest dla mnie prawdziwy zysk.

  • wszelkie promocje w Home&You. Jedyne co polecam to kupić wtedy ręczniki bo mają świetnej jakości.
  • oferta w Biedronce kup 2 będzie taniej. Jedyny wyjątek to ciasto francuskie i parówki, bo te rzeczy u nas zawsze schodzą i różnica w cenie jest zazwyczaj znaczna. Reszta mi się porostu nie opłaca, bo dla oszczędzenia 30gr jednorazowo musze wydać więcej i kumuluje zapasy, które niestety potem marnuje. Do tego już tyle razy przy kasie okazywało się, że to nie ten smak jest przeceniony, albo promocja ,,była do wczoraj” i wiecznie wychodzę przy kasie na tą upierdliwą co wstrzymuje kolejkę o złotówkę. A zwrotów nie ma, więc jeśli okazuje się, że juz zapłaciłaś i dopiero zauważyłaś brak rabatu, to no cóż, zostajesz z 2 niepotrzebnymi, drogimi artykułami. Tyle razy mnie już to spotkało, że podziękuję
  • dzienne promocje w Smyk. Wypisałam się z newslettera bo codziennie byłam bombardowana ,,super ofertami” i żal nie sprawdzić. Najczęściej ceny są wyższe niż gdzie indziej, lub w okresie wyprzedaży, promocja dotyczy kilku rzeczy, ale jak już jesteś w sklepie dziecięcym, czy to wirtualnie czy osobiście, niezmiernie trudno wyjść bez zakupu niestety. Czy może tylko ja tak mam?
  • i na koniec generalnie nie kuszę się na super oferty z końcówki wyprzedaży pt. wszystko po 10zl. Można kupić owszem coś fajnego jeśli tego faktycznie potrzebujesz. Ale kolczyki bombki w sam raz na przyszłe święta na pewno do tej kategorii nie należą. Za rok raczej w ogóle zapomnisz, gdzie je położyłaś. Oświeci Cię, gdy kupisz inne jak poczujesz przyszłoroczny klimat świąt. No a ubrania? Hmm skoro nikt ich nie uznał za ładne przez cały sezon, albo i dłużej to czy niski cena sprawiła, że stały się ładniejsze? A nadźwigałam się sporo takich super strzałów na śmietnik niestety, jak po 3 latach okazało się, że jednak nie było kiedy włożyć.

Uff! Chyba wyczerpałam temat. Mam nadzieję, że po lekturze spojrzysz trochę inaczej na te wszystkie okazje. No bo to nie jest tak do końca, że sklep nam chce sprzedać tanio. On chce, żebyśmy kupili więcej i wpadali częściej. Jak już jesteś w środku, to okazja do sprzedania Ci czegoś na pewno się trafi. Wiem o czym mówię, bo jestem specjalistą od sprzedaży z nastoletnim doświadczeniem.

Koniecznie daj znać co myślisz w tym temacie. A jeśli post Ci się podoba, lub znasz kogoś kogo może zainteresować, to nie wahaj się udostępnić.

pozdrawiam
Beata @mojenawierzchu

Jedna myśl na temat “Okazje, promocje, wyprzedaże ile można zaoszczędzić, a ile stracić

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.