Mamowe obowiązki · rutyny

Jak zbudować rutynę, która działa i czemu to najlepsze co możesz podarować sobie i swojemu maluchowi

Samo słowo rutyna budzi od razu w głowach różne uczucia. Jednym kojarzy się z czymś pozytywnym i porządkującym życie, drugim z jakimś okropnym kieratem. A już w ogóle gdy zaczynamy mówić o rutynie z małym dzieckiem to, jak przekonałam się ostatnio na moim instastory, głosy i wyobrażenia są bardzo skrajne.


Wśród zatwardziałych zwolenników i przeciwników wyłoniła się też grupka tych, którzy by chcieli spróbować. To co ich powstrzymuje to albo przeświadczenie, że wejdą w tryb spanie na siłę, jedzenie na siłę, mama i niemowlak wciśnięci w niewygodny, ciasny grafik, który ktoś gdzieś kiedyś wrzucił na necie lub opublikował w mądrej książce. Lub zwyczajnie nie widzą jak zacząć, bo „moje dziecko jest takie nieprzewidywalne” i „każdy dzień wyglada u nas inaczej”.

Trochę o tych przekonaniach co do umiejętności dzieci pisałam tutaj we wpisie o wspieraniu samodzielności. Jest to też najchętniej czytany post na blogu, więc zachęcam do zerknięcia. O porannej rutynie dla mamy przeczytasz za to tutaj. Dziś natomiast podzielę się z Tobą tym jak wyglądało budowanie naszego, dopasowanego i wygodnego jak leginsy planu dnia i jak w ogóle zacząć. Spokojnie! Ode mnie dostajesz tylko ułatwiacze życia, więc bierz kawkę i lecimy!

Jak to jest z tym sztywnym grafikiem? Zacznijmy może od początku. Sytuacja w jakiej się znajdujesz po powrocie z noworodkiem ze szpitala, przypomina troszkę od dawna wyczekiwaną i planowaną w najdrobniejszym szczególe, egzotyczną wycieczkę do Dżungli Amazońskiej. Wszystko gotowe, niezbędny ekwipunek, zapas jedzenia i ubrań. Może byłaś nawet na kursie przetrwania w szkole rodzenia, gdzie zrobiłaś użyteczne (jak Ci się wtedy wydawało) notatki. No i tak stoisz w środku tego wszystkiego i nagle cała dzikość sytuacji dopada Cię bez ostrzeżenia. Bobas zaczyna płakać, z pieluchy zapach nie pozostawia żadnych wątpliwości co do zawartości, ale co z tego jak z tą pieluchą jakoś łatwiej było na nie ruszającej się lalce. Ciężko w ogóle jakoś położyć to dziecko, a najchętniej położyłabyś siebie i to w jakimś SPA a nie tu w tej dżungli.

W takiej ekstremalnej sytuacji dobrze jest mieć po prostu od czego zacząć. Zaznaczyć na mapie jakiś azymut, albo punkty orientacyjne, które choć odrobię pomogą rozeznać się w gąszczu informacji, złotych rad życzliwych i własnych obowiązków. Dla mnie drogowskazem był grafik z książki. I bynajmniej nie dlatego, że Aryanek się w niego wpasował, ale dlatego, że wiedziałam co jest ważne, a co nieistotne. Co robić mniej więcej i jakie czynności następują po sobie. Ile spodziewać się głodowych krzyków, ile brudnych pieluch i drzemek. Jak już wiedziałam na czym się skupić, a co olać przeszłam do obserwacji. W ciąży korzystałam z appki Glow Baby i po porodzie automatycznie przeszłam na opcję dla noworodków. Istnieje w niej możliwość zapisywania tych stałych punktów programu jak jedzenie, czy spanie. Po kilku dniach spojrzałam na zestawienie z tygodnia i o dziwo faktycznie okazało się, że mimo iż Aryanek nie czytał żadnej mądrej książki, to żyje według rytmu. Odstępu między jedzeniem i spaniem są w miarę regularne, je mniej więcej tyle samo za każdym razem, a jak kiedyś mniej to też o określonej porze dnia. Bogatsza w tą wiedzę poukładałam moje codzienne zadania wokół tej regularności. Pójście pod prysznic, czy zjedzenie śniadania stało się mniej stresujące, bo wiedziałam, kiedy prawdopodobieństwo głodowego płaczu jeżącego włos na głowie, będzie najmniejsze. Wiedziałam też kiedy wyjść na spacer, albo załatwić sprawy w samotności w przerwach między karmieniami. Ale chyba najbardziej istotna wiedza to to, kiedy nie jest głodny. A płacz oznacza coś innego i cyc nie rozwiąże problemu.

Powoli ustalałam szkielet dnia i „duże wydarzenia” jak kąpanie, przebieranie w piżamkę, czy w strój dzienny, aktywności. No ale z dzieckiem jest tak, że jedyną stałą jest zmiana. Wystarcz, że się do czegoś przyzwyczaimy i buch nagle odpada jedna drzemka. Cóż dżungla choć trochę oswojona to jednak nadal dzicz i walka o przetrwanie.

Od tego czasu nasza rutyna zmieniła się pewnie ze sto razy, bo zawsze to musi być zgodne z zasadą „follow the baby”. Ale właśnie to początkowe notowanie i skupienie na jego faktycznych potrzebach nauczyło mnie jednej ważnej rzeczy, mianowicie obserwacji. Takiej prawdziwej skupionej na nim i na faktach, a nie na moich przekonaniach. Wyłapywania zainteresowań, prawdziwych potrzeb i rozróżniania czy zmiana jest tylko chwilową anomalią, czy „mamo znów urosłem” i wymaga korekty rutyny.

No dobra ale jak to jest z tym spaniem na siłe? Tutaj myśle świetnie zobrazuje temat postanowienie noworoczne „będę wcześniej chodzić spać”. No i jak postanowiłaś tak zrobiłaś, 2 stycznia położyłaś się wcześniej i co? Zasnęłaś? Pewnie później niż zwykle, a przedtem wierciłaś się, a w głowie kotłowało się milion myśli. Czemu? Bo Twoja stara rutyna, którą, nawet jak sama sobie nie uświadamiasz to masz, została zaburzona bez ostrzeżenia. Każdy z nas ma swoje indywidualne przyzwyczajenia, czynności następujące po sobie w określonej kolejności, które informują mózg, zajęty robieniem miliona ważniejszych rzeczy, że ok teraz będziemy się zbierać do spania. Jeśli masz wątpliwości to zanotuj przez 3 dni co robisz przez ostatnie 2h przed snem i w jakiej kolejności. Pewnie wypiszesz „duże rzeczy” jak kolacja, serial, kąpiel, czy czytanie. Nie zanotujesz raczej konkretnego tytułu książki, czy koloru szczoteczki do zębów. Tak też trzeba budować rutyny, od ogółu do szczegółu. Te drugie są ważne, ale zmieniają się na przestrzeni czasu, zwłaszcza u maluchów bardzo szybko. Dziś nie może się rozstać z ulubionym autem, ale za tydzień zakochał się bez pamięci w nowej koparce.

Jak zacząć? Ustał stałe duże punkty programu jak główne posiłki, poranna czy wieczorna toaleta, kąpiel, czytanie, czy spacer. I ustaw przypomnienie w komórce i po prostu tak rób. Na początku będzie szło różnie i Tobie i dziecku. Ale już za 2-3 dni zacznie być łatwiej i jestem pewna, że maluchowi przyjdzie to bardziej naturalnie niż Tobie, bo dzieci kochają rutyny, bo wychodzą na takich dobrze poinformowanych, którzy wiedzą co będzie następne. A potem poukładaj swoje codzienne zadania wokół tego szkieletu. Zobaczysz ile więcej będziesz w stanie osiągnąć każdego dnia. Aha i wrzuć na luz nie od razu Rzym zbudowano!

O rutynach mogłabym chyba napisać książkę, więc wpis trochę przydługi. Jeśli jednak Cię zaciekawił i przyniósł wartość to zostaw po sobie ślad lub podziel się nim z innymi.

Pozdrawiam

Beata @mojenawierzchu

Jedna myśl na temat “Jak zbudować rutynę, która działa i czemu to najlepsze co możesz podarować sobie i swojemu maluchowi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.