planowanie

Najlepszy planer na 2020, jak wybrać idealnie dopasowany do potrzeb.

Koniec roku, ba! Koniec kolejnej dekady za pasem. To czas rozważań, podsumowań
i oczywiście postanowień noworocznych. Mogę się mylić, ale pewnie „schudnę” jest
i w tym roku zdecydowanym faworytem. Ale tuż za nim nieśmiało kiełkuje plan na „stanę się bardziej zorganizowana”. Każde z postanowień, plus atakujące w koło reklamy, pociągają oczywiście za sobą silną potrzebę nabycia nowego planera.

Oferta jest bardzo bogata. Wydawcy prześcigają się w pomysłach na innowacyjne wnętrze i atrakcyjną szatę graficzną. Coraz więcej jest też planerów dedykowanych, to dla mam, to dla sportowców, czy nastolatek. A wszystkie tak kuszą pięknymi okładkami, kolorowymi naklejkami. Do tego zaczynasz nabierać przekonania, że bez odpowiednio dopasowanego trackera nawyków na bank nie uda Ci się nic zmienić w swoim życiu. No
i pewnie najlepiej bez daty! Czy może z datą jednak? Można dostać zawrotu głowy, czyż nie?

Znów się powtórzę, ale to niestety prawda. Planowanie musi być wygodne i dopasowane jak leginsy, albo idealnie skrojona sukienka, bo te pierwsze to nie dla każdego go to outfit😉 To od czego trzeba zacząć? Przede wszystkim odpowiedzieć sobie na pytanie czy dopiero stawiam pierwsze kroki, czy jestem już jako tako obyta w planowaniu. Jeśli jesteś w grupie pierwszej, to przeładowany planer będzie dla Ciebie jak skok na główkę do oceanu. Prawdopodobieństwo, że zrezygnujesz, albo nie będziesz korzystała z 90% „ułatwiaczy” jest ogromne.

Jeśli naprawdę chcesz realizować swoje plany to polecam Ci zacząć od kalendarza biurkowego. Tak tak takiego najprostszego. Najlepiej ustaw go w miejscu widocznym,żebyś miała do niego wgląd często w ciągu dnia. Jego ogromne plusy, to jeśli masz go przed oczami i jak już coś tam napiszesz, to zdecydowanie łatwiej przełożyć to na działanie. Z drugiej strony jak nie napiszesz, a masz w głowie świeże postanowienie zorganizowania się, to patrzenie na puste rubryki będzie napędzało do ich zapełnienia. Kolejny pozytyw to niezbyt dużo miejsca na wpisy. W początkowych zrywach motywacji, mamy niestety skłonność do przeceniania naszych możliwości i przeładowywania listy TO DO. A to pierwszy krok do demotywacji i rezygnacji z celów, gdy nam się nie udaje. Oczywiście możesz używać kolorowych naklejek, pisaków i wszystkiego, co będzie zachęcać do planowania, ale kalendarz biurkowy, to naprawdę świetne, a bardzo niedoceniane narzędzie, które zreszta sama stosuje.

Gdy już ten najprostszy sposób zacznie u Ciebie działać i złapiesz organizacyjnego bakcyla, to następnym krokiem powinien być kalendarz w formie notesu, ale im mniej dodatkowych wkładek tym lepiej. Ja lubię, gdy na planowanie dnia jest cała strona i jest widok miesiąca i roku. Fajnie jak jest trochę miejsca na notatki, czy cele. Jego plusy to, że można go mieć zawsze przy sobie, ale minusy, że póki nie wyrobisz nawyku zdarza się zapomnieć do niego zaglądać. Dlatego nie polecam dla początkujących.

Jak przejdziesz na organizacyjny etap zaawansowany i zaczniesz potrzebować zdecydowanie więcej miejsca, bo planowanie, stawianie i realizowanie celów zacznie Cię kręcić, to polecam dokupić porostu brulion. Ja lubię najbardziej w kratkę i w formacie B5. Piszę w nim zazwyczaj ołówkiem i kredkami. Ale to już zależy totalnie od Twoich preferencji. Do wyboru są różne formaty, linie, kropki, czyste. Mazaki, taśmy, naklejki, ogranicza Cię tylko wyobraźnia.

No a co z tymi wszystkimi wkładkami, habit trackerami, tabelami celów, listami filmów do oglądnięcia i innymi dodatkami? No cóż wypróbowałam naprawdę bardzo dużo takich „ułatwiaczy” i najczęściej albo nie wiedziałam za bardzo co tam wpisać, albo wypełnianie ich nie miało dla mnie żadnego sensu i było jedynie zjadaczem czasu. Myśle, że większość z nich jest totalnie zbędna i odwraca uwagę od prawdziwego sedna planowania.

To nie ma być sztuka dla sztuki, a pierwszy krok do rozruszania lokomotywy pozytywnych zmian w życiu i nadania jej właściwego kierunku. Taką trochę szuflą
z węglem do kotła. Jeśli zbytnio się skupimy na tym jak ten węgiel na nią nałożyć
i w jakim jest kolorze, zamiast na faktycznym wrzucaniu, to daleko nie zajedziemy.

A no i prawie zapomniałam. Z datami czy bez? Ja wybieram z datami, bo mi szkoda czasu na ich wpisywanie i sprawdzanie czy się nie pomyliłam. Nie przemawia do mnie jakoś stwierdzenie, że jak bez dat to możesz zacząć kiedy chcesz. Zawsze możesz zacząć, ale zawsze jest jakaś data czyż nie? A nie oszukujmy się, kto używa planera
18-miesięcznego przez 18 miesięcy? Zawsze nowy rok staje się taką naturalną granicą
i wszystkim się chce kupić nowy. Mam czasem wrażenie, że to trochę chwyt marketingowy, żeby „wydłużyć” sezon, ale mogę się mylić.

No i tyle z mojej strony w kwestii narzędzi. Jak widzisz jestem fanką prostoty. Bo ona pozwala się skupić na tym co naprawdę ważne. Daj znać co myślisz i czy jesteś organizacyjną świeżynką, czy starym wyjadaczem? Z jakich narzędzi Ty korzystasz?

Jedna myśl na temat “Najlepszy planer na 2020, jak wybrać idealnie dopasowany do potrzeb.

  1. Bardzo fajny wpis, ja też jestem zwolenniczką prostoty 😊 na 2020 zdecydowałam się na kalendarz od niebalaganki, czekam aż siostra mi go przywiezie z Polski 😊

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.