Kreatywne macierzyństwo

Jak wspierać samodzielność dziecka

Bardzo często słyszę stwierdzenie „masz szczęście, Twój syn potrafi się sam bawić”. Nie wiem czy to kwestia szczęścia akurat, bo w sumie mam średnie porównanie i eksperyment wychowawczy oparty tylko na jednym egzemplarzu. Dlatego też długo się wahałam, czy napisać ten post. Ale później pomyślał, że w sumie ja też zyskałam jako taki obraz tego co robić, ponieważ ktoś inny odważył się napisać o swoich doświadczeniach i sposobach. Każdy może wybrać coś dla siebie, a dzielenie się dobrym jest fajne. Więc dziś słów kilka o tym co robię, żeby wspierać samodzielność Aryanka.

Przede wszystkim zaczęłam od przewartościowania swoich oczekiwań. Trzeba być realistą i cieszyć się z małych rzeczy. Wtedy każdy sukces motywuje do dalszych poszukiwań i obserwacji. Bo właśnie w obserwacji dziecka jest klucz.

Bardzo podoba mi się idea Marii Montessori traktowania zabawy nie jako rozrywki, ale narzędzia do rozwoju. Z tego powodu w swojej metodzie wychowawczej nazywa ją PRACĄ. Gdy zaczęłam patrzeć na to z takiej perspektywy, zrozumiałam, że moje zadanie to przede wszystkim dostarczenie odpowiednich narzędzi, optymalnego środowiska i wspieranie, a nie przeszkadzanie lub wyręczanie.


„Zbędna pomoc jest przeszkodą w rozwoju w stopniu proporcjonalnym do swojej bezużyteczności”
M. Montessori


Jedyna różnica to to, że w prawdziwej pracy robisz też rzeczy, które nie koniecznie lubisz, a jako dziecko jesteś w robocie swoich marzeń. Za to podobnie jak w dorosłym życiu, zanim się dowiesz co jest tą idealną, musisz najpierw parę rzeczy spróbować. Moje zadanie jako mamy, to dostarczyć okazji do próbowania i obserwować co działa, na co za wcześnie, a na co już niestety za późno. Zauważyłam, że czasem sama nie doceniam tego mojego malucha, i że to, że czegoś nie robi, wcale nie znaczy, że nie umie. Albo nie ma okazji pokazać, albo mu się zwyczajnie nie chce, bo odhaczanie kolejnych umiejętności z listy nie jest dla niego tak ekscytujące, jak dla mnie.

Druga kwestia to ustalenie ról. Ja zawsze jestem w zabawie kompanem, nigdy głównodowodzącym. To on wymyśla JAK się bawimy, ja mu towarzyszę. Jedynie jak widzę, że nie ma pomysłu, albo nie do końca widzi potencjał w danej aktywności, to pokazuję jakąś opcję. Jak chwyci bakcyla to on przejmuje pałeczkę. Najczęściej tak jest w przypadku zabaw sensorycznych, bo to dla nas obojga ostatnio nowe doświadczenie, które teraz eksplorujemy ma szczęście z coraz większym sukcesem.

Nigdy też nie pomagam mu, póki nie da mi znać, że potrzebuje wsparcia. A i wtedy często tylko podsuwam mu pomysł na inne rozwiązanie, nie robię za niego. Aryanek, jak to pewnie większość dzieci w jego wieku, szybko się irytuje i traci cierpliwość. Nauczyłam się wyłapywać pierwsze sygnały rosnącego ciśnienia i wtedy podsuwam ułatwienie ciut wcześniej, albo zmieniam kierunek zabawy, żeby nie stracił zapału zbyt szybko. Na panowanie nad emocjami jeszcze chyba przyjdzie czas.

Także w codziennych sytuacjach pozwalam mu na maksimum samodzielności. Jest to czasami kosztem mojej „wygody” i wykracza troszkę poza moja strefę komfortu (no. sensory play). Wychodzę jednak z założenia, że pokazując dziecku, że się da i potrafi to zrobić choć czasem trzeba zmienić metodę lub pokombinować, buduje w nim wiarę we własne siły i otwartość na szukanie rozwiązań. To też sprawia, że chętniej się bawi sam, bo to kombinowanie zajmuje trochę czasu 😉

Z tym całym „pozwalaniem” na samodzielność wiążą się dwie sprawy. Pierwsza to ogromna praca dla mnie jako matki, na powstrzymywanie tysiąc razy na dzień słów „ostrożnie!” i „nie rób tak”. Zanim je wypowiem zadaje sobie pytania: dlaczego ma tego nie robić? Czy to jest niebezpieczne? Jeśli tak, to jak możemy to zrobić inaczej? A to pierwsze słowo zmieniłam na „powolutku” bo sobie myśle, że jak zrobi wolniej to może jakoś to przeżyję. Z tego co czytała, najlepiej jest porostu powiedzie co może zagrażać i jak sobie z tym poradzić, np. Idź wolniej bo jest ślisko i możesz się przewrócić… no ale kto ma tyle czasu się pytam?! Na pewno nie matka z dygoczącym sercem 😉

Druga kwestia to zorganizowanie w domu tak zwanej STREFY TAK. W dużym skrócie to porostu dom dziecioprzyjazny. Jeśli jesteś ciekawa jak to zrobiłam u nas w domu, bez bramek, kojców i nadmiaru zakazów to temat na osobny post i daj znać w komentarzu jeśli Cię ciekawi.

Ale wracając do idei zabawy jako pracy, to kluczową rolę odgrywają tu odpowiednie narzędzia, czyli zabawki. Trudno oczekiwać nowatorskiego dzieła od malarza, jeśli zamiast płótna i farb, damy mu gotowy obraz nabierajacy odpowiednich barw po naciśnięciu guzika. Dlatego zabawki jakie ma mój syn są PASYWNE, to znaczy nie robią nic bardzo ciekawego same z siebie (no może prócz ijoijo, ale nie bądźmy aż takimi ascetami) chyba, że on nada im działanie. Tylko wtedy maluch może zająć się na dłużej. Aktywne, pseudo edukacyjne zabawki to niestety pasywne dziecko. No bo ileż można się zajmować naciskaniem guzika i słuchaniem w kółko tej samej piosenki? Tak samo jest w dorosłym życiu, pranie w pralce zdecydowanie angażuje nas mniej niż ręczne czyż nie? Jest wygodne, ale nie pozwala nam nabyć żadnych umiejętności prócz doboru programu.

Zabawki pasywne to np. klocki, pojazdy, lalki, figurki zwierząt czy ludzi, instrumenty, piłki i wszystkie przedmioty codziennego użytku.

Klocki - sprawdź na Ceneo.pl

Kolejna sprawa organizacja przestrzeni. Ciężko się pracuje jak, na biurku zastajesz stos papierów, długopisów i innego bałaganu rzuconego na wielką stertę. Do pracy potrzeba miejsca i łatwego dostępu do niezbędnych narzędzi, inaczej czujemy się przytłoczeni nadmiarem. Trudno się zdecydować co jest fajne patrząc na wielka kupę różności. Trochę jak w pierwszy dzień wyprzedaży w Zarze, wszystko jest super, ale od czego tu zacząć?

U nas wielki kosz z zabawkami nie sprawdził się w ogóle. Byłam non stop zatrudniona do wyciągania i wkładania, albo zbierania wkoło jedynie rozrzucanych elementów. Wszystko było na chwilę. Gdy dokładnie te same egzemplarze trafiły, połowa na blat komody i półki tak, że Aryanek ma do nich łatwy dostęp i też wie gdzie każda ma miejsce, a druga połowa do kartonu jako opcja na podmianę, samodzielność i czas niezależnej zabawy zdecydowanie wzrosły.

No i kończąc tą przydługą epopeję jeszcze jedna sprawa przychodzi mi do głowy. Niezależna zabawa idzie mu zdecydowanie lepiej, jak jestem w zasięgu wzroku. Myśle, że jest jeszcze za mały na nadmiar czasu sam na sam ze sobą i czuje się pewniej jak wie co się ze mną dzieje i może to skontrolować w dowolnym momencie. Dlatego tak sobie organizuje zajęcia, żeby mu to zapewnić, a samej wykorzystać ten czas efektywnie.

Ostatni akapit powrót do oczekiwań. Czasem jest tak, że bawi się sam 15-20 minut i to jest super, czasem bawi się godzinę i to jest ekstra bosko. Są też dni kiedy nie bawi się sam wcale i to też jest ok i nie oznacza, że moje sposoby nie działają. Zwyczajnie jak każdy człowiek i dziecko ma raz lepszy raz gorszy dzień. Jeśli natomiast utrzymuje się to dłużej to dla mnie znak, że oto praca marzeń okazała się nudna i czas na rotacje zabawek i kolejne obserwacje w poszukiwaniu nowej dream job 😉

Mam nadzieję, że ten wpis okaże się dla Ciebie pomocny, albo choć ciekawy. Jeśli nie to i tak dziękuję, że bo przeczytałaś do końca. Podziel się w komentarzu swoimi przemyśleniami, albo sposobami jakie masz na wspieranie samodzielności, może komuś zadziała akurat Twój sposób. Dzielenie się dobrym jest fajne

Pozdrawiam

Beata @mojenawierzchu

7 myśli na temat “Jak wspierać samodzielność dziecka

  1. Świetny tekst 😁 dużo przydatnych informacji i konkretny kierunek, w którym iść ❤ będziemy próbować 😊 u nas całe mieszkanie wygląda jak plac zabaw 😂😂😂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Obserwacja to klucz, czas jakieś zajęcie zainteresuje go na 15s dłużej, ale to już znak ze można spróbować iść w tym kierunku. Ja bardzo lubię obserwować jak Aryanek się bawi w takim skupieniu aż widać jak te neurony pracują

      Polubienie

  2. Genialny wpis! Jeśli dzielenie się dobrem jest fajne, to ty tutaj właśnie w świetny sposób podsumowałas jakieś 100 różnych artykułów, które ostatnio czytałam i tym samym dajesz komuś bardzo przydatną pigułkę ❤️ Dla mnie bardzo ciekawe, ale tez przydatne, bo u nas właśnie chyba ten wielki kosz z zabawkami się nie sprawdza, mimo rotacji.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Miło to słyszeć! Ja zawsze myślałam ze takie zabawki na półkach to trochę fanaberia i kto ma na to tyle miejsca, ale jednak jak się spróbuje to i miejsca wcale nie trzeba dużo, zdecydowanie łatwiej o porządek i zauważyć co tak naprawdę się sprawdza, a co nudy.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.